(…) słowo “etnopatologia” stało się jego ulubionym terminem – pod koniec życia uzywał go często i z wyraźną przyjemnością. Termin też oznaczał dla niego pewne etniczne zakrzywienia, wzajemne przenikanie i wpływy – krótko mówiąc pewną krzywiznę, “nieprawidłowości” lokalnej przestrzeni etnograficznej. W tej części świata (Kłakocki w swoich tekstach nazywał ją zawsze Północną Sarmatią, zaś w rozmowach prywatnych Wielkim Szpitalem) nie ma nic określonego raz na zawsze: człowiek kładzie się spać jako Bałt, a budzi jako Słowianin, wychodzi z domu jako Polak, wraca jako Niemiec; otoczenie wciąż usiłuje mu wmówić, kim jest i kim być nie może. Oczywiście, większość zdrowo myślących ludzi w całym tym zamieszaniu podaje się za “tutejszych”. Kłakocki, które całe swoje życie poświęcił fascynacjom początkowo polskim, litewskim i żmudzkim, w końcu zaś, ostatecznie już, białoruskim pragnął nieco zmienić tę perspektywę: chciał być wszystkimi naraz.



